poniedziałek, 13 lipca 2015

Wakacyjne fascynacje



Właśnie słucham kolejnych utworów Imagine Dragons i z każdą piosenką coraz bardziej zakochuję się w tym zespole.






Może nie wszyscy wiecie, ale już od jakiegoś czasu fascynują mnie owady, a także gady. Mogliście zobaczyć je na moich niektórych zdjęciach. Moja słabość do tych stworzeń staje się coraz większa, wciągnęłam w nią nawet moich bliskich. Gdy tylko widzę jakieś ciekawe stworzenie tego typu od razu biegnę po aparat. Wydaje mi się, że ludzie często nie dostrzegają tych najmniejszych stworzeń, zwłaszcza owadów. A jeśli dostrzegają, to tylko gdy coś im bzyczy nad uchem lub podgryza. Ja także do niedawna bardzo źle oceniałam te stworzonka. Jednak niedawno odkryłam, (jakaż ja spostrzegawcza! ;)  że owady to nie tylko muchy i komary.To na prawdę bardzo ciekawe żyjątka (tak się w ogóle mówi?) Gdy tylko widzę jakiegoś nieznanego mi osobnika w moim ogrodzie od razu siadam przed komputerem i czytam kim jest. No i co najważniejsze te stworzenia absolutnie mnie nie obrzydzają (no może oprócz much i pomrowów).
Niedawno podczas zakupów, mój brat wyciągnął nas do sklepu zoologicznego. Przyznam szczerze nie bardzo chciało mi się tam iść, jednak było warto. Moją uwagę od razu przykuł pewien, dość tajemniczy osobnik... Nie mogłam przestać o nim myśleć. Całe popołudnie czytałam, wertowałam, pytałam. Następnego dnia był MÓJ . Kto?

On
                                                   



Stworzenie to zwie się straszyk diabelski (jakże piekielnie to brzmi, nieprawdaż?!). W naturalnym środowisku żyje w Peru. A co do wyglądu, co cóż...

"Miał żółte oczy i drapieżną szczękę" 

 (fragment wiersza "Cesarz" autorstwa Zbigniewa Herberta)

i czerwone skrzydła (to już ja)

                                         

Tak więc, przybyło nam nowego domownika. Mam nadzieję, że Was nie przeraża :D .

(Ze mną chyba na prawdę coś się dzieje. Dziś w nocy śnił mi się właśnie mój straszyk.)

Co jeszcze?
Powróciłam do dawnej pasji fotografowania. Być może trochę wyszłam z wprawy, jednak (jak na razie) nie zniechęcam się. Muszę wybrać się do ogrodu botanicznego, bo mój ogródek powoli przestaje mi wystarczać. Tam może "upoluję nieco lepsze zdobycze" przed obiektywem. 

Na razie jednak zostawiam Was z obecnym dobytkiem.
Trzymajcie się i do napisania!
Z














piątek, 5 czerwca 2015

Fotorelacja z Berlina

Hej!
I znowu wracam po długiej przerwie. Usprawiedliwienia - brak. Znowu lenistwo wzięło górę. A do tego moja niesystematyczność. Ale już jestem i mam dla Was post z mojego niedawnego wyjazdu do Berlina.
To co, zaczynamy?

Mówiąc szczerze Berlin, jako miasto kompletnie nie jest w moim typie. Brak w nim kamieniczek, zabytkowych uliczek (ale mi się zrymowało :) i takiego, może lekko romantycznego klimatu. Ale ma swój urok. I cóż... chyba skradł trochę moje serce... Jest po prosu inny. Co nie znaczy gorszy. Całe centrum tonie w szkle i nowoczesności. Nie wiem czy chciałabym zamieszkać tam na stałe, ale przyznam, że to miasto bardzo mi się podoba.
BERLIN:


Na początku obowiązkowo zabieram Was pod bramę Brandenburską.


Berlińska katedra i wieża telewizyjna w tle.


Wspomniana wcześniej wieża telewizyjna

I kilka zdjęć z centrum:







Sony Center 


Ja z misiem :)


Obowiązkowo Mur Berliński



Reichstag, czyli dzisiejszy parlament. Nie wiem dlaczego nie zrobiłam mu żadnego zdjęcia, dlatego wstawiam z internetu.


Kopuła na Reichstagu z zewnątrz...


...i od środka. Jest to punkt widokowy. Robi naprawdę duże wrażenie.




widoki z Reichstagu.

POSTDAM - miasteczko obok Berlina. Znajduje się tam kompleks kilku pałaców i rezydencji. 








MUZEA: 

muzeum zabytkowych samochodów: 


Mój ulubiony ogórek :)




Pergamon - to chyba najlepsze muzeum Berlina. Robi ogromne wrażenie. Zdjęcia niestety kompletnie nie oddają tego co tam zobaczycie, ale i tak je wstawię









a tak to wyglądało z bliska


I na koniec ludek z sygnalizacji świetlnej.


Mam nadzieję, że post Wam się spodobał. Następny już niebawem :) .
Pozdrawiam!

sobota, 28 marca 2015

Książki, o których się nie zapomina

Witam.
Są książki zwyczajne, pospolite, czasami nudne, a niekiedy nawet niezłe, ale czegoś w nich brakuje.Lecz niektórych książek się nie zapomina!
Moje niezapomniane książki:

"Dzieci z Bullerbyn"

  
To zdecydowanie książka mojego dzieciństwa. Wraz z mamą czytałyśmy ją chyba setki razy. Potem znałam ją już praktycznie na pamięć, ale nadal chętnie do niej wracałam. Do tej pory prawie pamiętam pierwszy rozdział :) . Wiem, że pewnie czytaliście ą książkę, ale muszę o niej opowiedzieć!


Bullerbyn było maleńką wsią w Szwecji. Były w niej trzy zagrody: Środkowa, w której mieszkała główna bohaterka- siedmioletnia Lisa. To ona opisywała przygody wszystkich dzieci mieszkających w Bullerbyn. W Zagrodzie Środkowej mieszkała jeszcze dwójka dzieci. Byli to starsi bracia Lisy: dziewięcioletni Lasse i ośmioletni Bosse. Chłopcy zazwyczaj trzymali się razem i dokuczali młodszej siostrze.
"W Zagrodzie Południowej mieszka chłopiec, który ma na imię Olle. Nie ma wcale rodzeństwa (*co jednak potem się zmienia). Lecz bawi się z Lassem i Bossem. Ma osiem lat i bardzo szybko biega. Natomiast w Zagrodzie Północnej mieszkają dziewczynki. Dwie! (...) Nazywają się Britta i Anna. Britta ma dziewięć lat, a Anna tyle co ja" ( Lisa) . - fragment pierwszego rozdziału.
Książka jest napisana w bardzo prosty sposób, ponieważ pisze ją mała dziewczynka. Teraz, kiedy czytam jej fragmenty widzę jak prosto skonstruowane są zdania. Jednak to chyba przez to tak bardzo ją lubiłam. Po raz pierwszy mama czytała mi ją jak miałam 4 czy 5 lat, więc taki język bardzo mi wtedy odpowiadał. Potem  sama uczyłam się na niej czytać. Jest to zdecydowanie moja najukochańsza książka!

"Mikołajek"


Dlaczego niektórzy twierdzą, że to bajka dla chłopców? Ja, dziewczynka jestem jednym z przykładów tego, że tak nie jest. A "miłością" do tych książek zaraziła mnie moja przyjaciółka Ula (tak, ona też jest dziewczynką). Pamiętam, że o przygodach tego chłopca zawsze czytał mi tata na dobranoc. Tak jak np. "Dzieci z Bullerbyn" były najlepiej czytane przez mamę, tak "Mikołajek" zdecydowanie należał do taty. Czasami zastanawiałam się, czy to moja ulubiona książka, czy raczej taty. Teraz myślę, że nas obojga :) .
Mikołajek, tytułowy bohater mieszkał i uczył się we Francji. Zawsze towarzyszyła mu paczka przyjaciół: Alcest- jego najlepszy przyjaciel. Uwielbiał jeść i był gruby. Euzebiusz-był bardzo silny i lubił dawać sztangi w nos (to zdanie zawsze nieco mnie przerażało). Godfryd-miał bardzo bogatego tatę i lubił się przebierać. Ananiasz- był najlepszym uczniem i pupilkiem pani. Oraz mój ulubiony Kleofas -  najgorszy, ale najbardziej pocieszny i sympatyczny uczeń w klasie. Uwielbiał jeździć na rowerze i często poświęcał się dla swoich kolegów (np. zostawał po lekcjach). Tak bardzo go lubiłam, że na konkursie kuratoryjnym z religii pomyliłam jego imię z Teofilem, któremu zostały dedykowane "Dzieje Apostolskie"...
Aaa i muszę jeszcze dodać, że chłopiec, który grał w filmie Kleofasa był po prostu genialny! Zresztą tak jak cały film "Mikołajek".

"Martynka"




"Martynka" to seria książeczek opisujących przygody tytułowej bohaterki, a także jej psa - Pufka. W każdej książce Martynka ma inne przygody. Często także pomaga innym. Książki opisane są przez panią Wandę Chotomską, (której, nawet mam autograf :)) w bardzo ciekawy, lecz nie skomplikowany sposób. Na tych bajkach także uczyłam się czytać. Nie mogłabym oczywiście zapomnieć o chyba najciekawszej części w książce, czyli bardzo ładnych ilustracjach.  To głównie dzięki nim ta seria tak mnie urzekła.

"Kroniki Archeo"

To seria książek, na których punkcie chyba najbardziej oszalałam. Tak, oszalałam, naprawdę. A tak to wszystko się zaczęło...
Kiedyś dostałam od koleżanki na urodziny książkę. Na środku okładki widniał napis „Kroniki Archeo Tajemnica klejnotu Nefertiti ’’. W pierwszym momencie wydała mi się mało ciekawa. Odłożyłam ją więc na półkę, gdzie leżała około pół roku. Gdy w końcu po nią sięgnęłam, nie mogłam się od niej oderwać. Byłam zachwycona. Był to pierwszy tom Kronik Archeo, teraz mam już pięć części  i z niecierpliwością czekam na następną.
Kroniki Archeo to seria książek przygodowych napisanych przez panią Agnieszkę Stelmaszyk. Opowiada o polskim rodzeństwie, Ani i Bartku Ostrowskich oraz brytyjskim rodzeństwie Mary Jane, Jima i Martina Gardnerów. Oba rodzeństwa bardzo się przyjaźnią i w każdej części rozwiązują inną zagadkę. Groźni przestępcy deptają im po piętach, a stawka jest wysoka.
Jest to tekst, który opublikowałam wieki temu na moim pierwszym blogu (klik). Tak właściwie to pierwotnie był to artykuł do gazetki szkolnej, ale pewna Zuzia, początkująca "blogerka" (którą właściwie nie była, bo po tym co zrobiła nie można było ją tak nazwać) stwierdziła, że swój artykulik z gazetki szkolnej wklei sobie na bloga i na pewno nikt nie zorientuje się, że coś jest nie tak. Tak, tą pewną Zuzią -wstyd powiedzieć-byłam ja. *Właśnie zorientowałam się, że w tej chwili także wklejam ten tekst na bloga. A myślałam, że przez te dwa lata chociaż trochę zmądrzałam*. 
No dobrze, nie będę rozwijać już tego tematu, ale dopowiem jeszcze parę słów. Tak jak napisałam powyżej na punkcie tych książek miałam totalnego bzika. Kiedy tylko dowiedziałam się, że Pani Agnieszka Stelmaszyk, autorka "Kronik Archeo" będzie na Targach Książki w Krakowie, musiałam tam być. Wyciągnęłam tatę na Targi i spotkałam się z Panią Agnieszką. Ba! Nawet zrobiłam z nią wywiad (także do gazetki szkolnej) (możecie go przeczytać w linku dziesięć linijek wyżej).
 I tak oto moje marzenie się spełniło (następne spotkanie z J.K Rowling :D).

No właśnie - J.K. Rowling, kolejna świetna autorka, którą na pewno wszyscy znacie. Ale nie mogłabym 
jej pominąć. Chociaż moja obsesja na Harrego Pottera skończyła się już chyba jakieś dwa lata temu nadal pozostaję jego fanką. Niedługo mam zamiar od początku przeczytać wszystkie jego części. O tej książce myślę,że nie ma sensu opowiadać, bo pewnie wszyscy ją znacie. Po prostu jest to chyba już klasyka (jeśli mogę tak to ująć) XXI (i końcówki XX) wieku.

Moja ulubiona część Harrego

"Magiczna gondola" , "Złoty most"


Kolejne szaleństwo. A na dodatek kompletnie nie mój styl książek. To chyba jedyne "romansidło" jakie przeczytałam. Ale muszę przyznać, że na prawdę fajne. Zwłaszcza pierwsza część. Bardzo podobał mi się wątek przenoszenia się w czasie. Uwielbiam książki opisujące przeszłość na danym obszarze (w książkach jest to Wenecja i Paryż). Nie interesuję się co prawda zbytnio historią, ale podobają mi się powieści z takim motywem. Książki są na prawdę ciekawe, ale nie dla każdego. Jeżeli ktoś nie lubi "słodkiej" literatury raczej nie jest to pozycja dla niego. Moje ulubione książki stawały się można powiedzieć wręcz obsesją, często każda z nich była w zupełnie innym stylu. To właśnie przykład takiej "odskoczni". 

"Blondynka w..."


To chyba moja jedna z najbardziej niedawnych obsesji książkowych. Cały czas jeszcze trwa, chociaż już powoli chyba się kończy, co oczywiście nie znaczy, że nadal przestanę być fanką przygód Blondynki. Książki są napisane w bardzo ciekawy, nieco tajemniczy sposób. Moim zdaniem jest to jedna z najlepszych serii książek podróżniczych. "Blondynkę w Londynie" recenzowałam niecały rok temu, (klik) więc nie będę się powtarzać. 

Na tej książce chyba zakończę. Nie są to co prawda wszystkie moje ulubione pozycje, bo jest ich o wiele więcej, ale wybrałam te, za którymi najbardziej "szalałam".

Ta notka miała pojawić się o wiele wcześniej, ale ciągle brakowało mi czasu, żeby całkiem ją dopracować i tak przez jakieś dwa tygodnie pisałam ją po kawałeczku. Myślę, że to wszystko przez moje złe zarządzanie czasem i brak systematyczności- nie tylko w blogowaniu, ale także w innych czynnościach zwłaszcza w nauce. Staram się jednak to zmienić :) . 

Pozdrawiam! 

A jakie są Wasze niezapomniane książki?

czwartek, 19 lutego 2015

Czyżby kolejny powrót?

  Sama nie wierzę, że piszę tego posta. Cóż, trochę głupio nagle pojawiać się w blogosferze po nieobecności grubo ponad 3 miesięcy. Ale chyba jednak się pojawię... Przynajmniej na jakiś czas, bo na dłuższą metę nie będę nic planować. Tak coś myślę, że wypadałoby Was przeprosić. Za... wszystko, a  właściwie to brak czegokolwiek z mojej strony. I postów, i komentarzy. A więc moi czytelnicy (jeśli w ogóle ktoś tu jeśli zagląda) bardzo Was przepraszam! Czasami po prostu wyłączam się z wirtualnego życia i chyba nic na to nie poradzę.
  A tak z innej beczki...  właśnie mam ferie, a więc się obijam i lenię! No może nie całkiem i nie cały czas, ale robię to znacznie częściej niż na co dzień. Ferie rozpoczęłam dość intensywnie, choć tak się nie zapowiadało, bo pod koniec zeszłego tygodnia dopadło mnie jakieś grypsko (czyt. grypa). Na szczęście nie trwało długo i w poniedziałek mogłam pojechać na wycieczkę.
 Zwiedziłam muzeum Fabrykę Schindlera, które naprawdę było poruszające i wstrząsające. Muzeum naprawdę warte odwiedzenia, jeśli kiedyś będziecie w Krakowie powinniście je zobaczyć. Co prawda pani przewodnik bardzo się spieszyła i dużo eksponatów pominęliśmy, (...a szkoda) ale i tak warto było tam się udać. Postanowiłam też, że w najbliższym czasie oglądnę film "Lista Schindlera" może ktoś z Was oglądał?

Tak à propos pomagania innym...

          

 W po wyjściu z muzeum poszliśmy grać w paintball, co prawda nie ten tradycyjny, tylko laserowy, ale było równie emocjonująco haha :) . 

 Wczoraj natomiast razem z moją mamą prowadziłyśmy (czyt. ja byłam pomocą mojej mamy) zajęcia plastyczne dla dzieci w naszym domu kultury ( nie byłyśmy jedynymi prowadzącymi, oprócz nas były jeszcze dwie panie). Muszę przyznać, że było to bardzo ciekawe, acz pod koniec już troszeczkę denerwujące doświadczenie. No ale nie było tak źle i chyba mogę troszkę nieskromnie (a co tam!) napisać,  że jestem z siebie dumna (w końcu byłam tam ponad 3 godziny) . Pierwszy raz mogłam poczuć się trochę jak pani nauczycielka :D . A oto nasze efekty:

  Tak jak pisałam zajęcia były skierowane do najmłodszych, dlatego nie robiłyśmy zbyt skomplikowanych rzeczy ;)

  
  W najbliższym czasie na pewno pojadę do rodziny i mam nadzieję, że także na narty, tylko najpierw mój tata musi trochę wyzdrowieć (nie, ja go wcale nie zaraziłam!) . 

Mam jeszcze do Was pytanie:
Jakie posty chcielibyście przeczytać na moim blogu?

A, jeszcze jedno! Tak się ostatnio zakręciłam, że postanowiłam zmienić nick, co Wy na to?
Pozdrawiam! 

piątek, 31 października 2014

Jesień w moim obiektywie

Hej!
 Tak jak obiecałam, wracam do Was pod koniec października (ledwo się zmieściłam :) . Mam nadzieję, że tym razem pojawiłam się na dłużej. Chciałam wrócić już wcześniej, ale kompletnie nie miałam czasu.

 Szkoła zaczęła się już na dobre, a z nią sprawdziany, kartkówki, odpowiedzi ustne, zadania... Ale muszę napisać, że jestem zadowolona ze swojego gimnazjum i cieszę się, że je wybrałam. Miałam ogromny dylemat czy iść do szkoły rejonowej, czy dojeżdżać dalej, ale w końcu zdecydowałam się iść dalej. Nie ukrywam, bardzo tęsknię za swoją dawną klasą, ale coraz bardziej odnajduję się w nowym otoczeniu. Muszę przyznać, że przez te dwa miesiące poznałam mnóstwo nowych ludzi! W zasadzie cały czas poznaję kogoś nowego, ponieważ w szkole jest nas strasznie dużo. Ale tak duża liczba osób w szkole ma też swoje minusy. Jest straaaszliwy tłok! Co prawda trochę już się przyzwyczaiłam, ale to, że cały czas na kogoś wpadam (lub na odwrót) bywa trochę irytujące. Jednak podoba mi się, że jest mnóstwo kółek zainteresowań. Teraz na prawdę miałam z czego wybierać, a w podstawówce nie było ich zbyt wiele (dlatego chodziłam na wszystkie xD). Ach i znów jestem najmłodsza w szkole! Chociaż to mi akurat zbytnio nie przeszkadza. Ale za to przeszkadzają mi mundurki... Nie chodzi o to, że nie podoba mi się bycie takim jak wszyscy, bo dzięki temu nikt nie wywyższa się, że ma lepsze ciuchy i to jest całkiem fajne. Chodzi mi przede wszystkim o materiał mundurków... Czy one muszą być takie sztuczne i nieprzyjemne w dotyku? Ale do tego chyba też będę musiała się przyzwyczaić...
 Muszę przyznać, że te dwa miesiące minęły mi strasznie szybko, chyba nawet szybciej niż wakacje, a przecież to one zazwyczaj najszybciej mijają :) .Cały czas wydaje mi się, że jesień dopiero się zaczęła, można powiedzieć, że żyję jeszcze trochę wakacjami, a tu już jutro zaczyna się listopad... Ale jesień, przynajmniej u mnie jeszcze w pełni :) . Wykorzystałam chyba już ostatnie takie ciepłe i ładne dni w tym roku i wybrałam się na spacer, rzecz jasna z aparatem. Długo nie fotografowałam i chyba troszeczkę wyszłam z wprawy, (której i tak właściwie nie miałam, ale co tam) ale myślę, że nie są najgorsze.

Zmieniłam format zdjęć na większy, co o nim sądzicie?




Kto by nie chciał iść tędy na spacer? 


To zdjęcie jest jednym z moich ulubionych. Tyle razy próbowałam uchwycić dobry moment, żeby uchwycić te drzewa przy zachodzie słońca, ale ciągle przychodziłam albo za późno albo za wcześnie. To chyba jako jedyne zrobiłam o właściwej porze :) . 



A tutaj nasz mały kościółek :) . 

A na koniec moja ukochana piosenka, która była dość popularna w zeszłym roku, a teraz chyba stała się troszkę zapomniana, a szkoda, bo jest piękna:


Pozdrawiam i życzę udanych świąt, do napisania!